poniedziałek, 9 września 2019

Wschody Słońca


Sen nie przychodził, a zamiast niego, do głowy Leonarda zaczęło schodzić coraz więcej obaw. Wstał, narzucił na siebie pierwszą lepszą kurtkę i wyszedł na zewnątrz. Rano mógł nie mieć czasu pożegnać się z plażą, więc postanowił zrobić to teraz. Usiadł wilgotnym piasku i obserwował fale. Niebo nie było już kompletnie czarne, tylko lekko granatowe, co oznaczało, że długo walczył w bitwie o przywilej zaśnięcia i że do południa było coraz bliżej, może, niedługo, za jedynym zamachem pożegna   też swoje wschody słońca? Jedna, samotna mewa towarzyszyła mu do czasu kiedy jaśniejąca gwiazda wzeszła nad horyzont. Teraz, Leonard był już nie byle jak zmęczony. Kiedy kątem oka, wracając do swojego pokoju, zobaczył kanapę od razu rzucił się na nią i odpłynął w zaledwie sekundy, przykrywając się prymitywną kołdrą, jaką była jego kurtka.
                Obudziły go kroki nadchodzące z korytarza. Potarł oczy, by szybciej się wybudzić i usiadł prosto. Oczywiście, była to Amelie.
 - Skąd pomysł by spać na kanapie? W ogóle kiedy ty się tu prześlizgnąłeś? – zaśmiała się.
Nie miał cierpliwości się z nią liczyć o tak wczesnej godzinie, ale, niestety, musiał.
 - Obraziłbyś się, gdybym umyła się w twojej wannie? – spytała.
 - Nie, skądże – odparł.
Sam chciał się odświeżyć przed podróżą, ale znając Amelie, długo nie opuści jego łazienki, więc kąpiel spisał na straty. Zastanawiał się nad tym jak niektórzy ludzie znoszą życie z takimi kobietami, z kimkolwiek. Jego irytowała już tylko świadomość tego, że ktoś przebywa w tym samym domu co on, a teraz był to nikt inny niż Amelie, choć musiał przyznać, że zachowywała się normalnie. Było to dość niepokojące. Zazwyczaj już doszłoby do bójki, ale na razie nie miała miejsca między nimi jeszcze żadna kłótnia. Biorąc pod uwagę to, że czeka ich teraz kilkudniowa, wspólna podróż – ten stan rzeczy szybko ulegnie zmianie.
 - Cha cha cha! Leonardzie nie wiedziałam, że wydajesz tyle na kosmetyki! Ale powinieneś wybierać trochę ciekawiej wiesz? Dlaczego wszystko jest zapachu róż? – usłyszał nieco stłumiony, rozbawiony głos.
Od tej chwili Leonard musiał się powstrzymywać aby nie wparadować do tej łazienki teraz, zaraz i nie wyrzucić wszystkich swoich kosmetyków razem z Amelie za okno. Trwało to około półtorej godziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tawerna

Kotka nie drążyła tematu dalej. Przeskoczyła na szerszą, wyżej położoną gałąź i ponownie zapadła w sen. Leonard zastanawiał się jakim praw...